Cisza. Ciągnąca się, dłużąca cisza. Tylko tyle można było usłyszeć w samochodzie, który prowadził młody Styles.Anastazja, która jechała na miejscu pasażera, była przerażona tym, co mogło się wydarzyć i tym, co już się stało. Wiedziała, że on jest w coś zamieszany, ale nie sądziła, że naprawdę. W zasadzie nikt nie wierzył tym głupim pogłoskom, które ktoś rozpuścił w sąsiedztwie. Masz Ci los, a niespełna kwadrans temu widziała, jak zielonooki z zimną krwią zastrzelił Bogu ducha winnego mężczyznę, chociaż czy na pewno tak niewinnego? Życie jednak potrafi być bardzo zwodzące, a łatwo komuś przypisać łatkę po zwykłych pozorach. Harry nigdy nie był tym złym, dziewczyna pamiętała, że przecież jeszcze wczoraj pomagał jednej starszej pani z okolicy w pracach ogrodowych. Każdy sąsiad miał go za miłego, młodego mężczyznę, troskliwego i opiekuńczego człowieka, więc co tu się do diabła stało? Jakim cudem on był zdolny do czegoś takiego? Reznikov miała wielki mętlik w głowie w tamtym momencie.
Dziewczyna pamięta to doskonale, ten metaliczny zapach krwi unoszący się dookoła i loczek, który stoi nad starszym od siebie facetem, który błaga go o litość, gdy ten bez zastanowienia pociąga za spust. Abby po raz pierwszy zobaczyła Harrego w takiej wersji, którą zresztą w późniejszym czasie sama została. Od tamtego momentu i ona stała się częścią tej "szajki". Miała postawione ultimatum: "Albo się dołączasz, albo giniesz", a ona nie miała jeszcze w planach wybierać się na Tamten Świat. W ciągu czasu spędzonego tam musiała dużo pracować nad sobą i swoimi zachowaniami oraz emocjami. Nie miała tak łatwo jak te wszystkie dziewczynki w fanficach. Abigail przebyła długa drogę,by stać się "legendą". W takich "organizacjach" kobieta nie ma prawa głosu, jest sprowadzona głównie do dwóch ról: "kochanki" lub kogoś od brudnej roboty, czyli zabójcą. Smale przypadła druga opcja.
- No dalej! Na co czekasz? Kończy nam się czas! Pociągniesz w końcu za ten spust! - krzyknął loczek na jednej z jej pierwszych akcji. Dla kobiety był to pierwszy raz, gdy miała kogoś zabić. Zastanawiała się, czy z nimi jest coś nie tak, że nie mają strasznego kaca moralnego? Przecież oni odbierają komuś życie, a nie co najwyżej lizaka. "Czy ja też taka się stanę?" pomyślała Ana. W pewnym momencie już wiedziała, że nie może się więcej wahać, bo inni zabiją ją, więc pociągnęła i jak diabli żałuje tego do dzisiaj. Na twarzy kobietki można było dostrzec grymas przerażenia i delikatnie przygryzła swoje spierzchnięte, bladoróżowe usta, do których wleciało kilka jej ognisto rudych włosów, które wymknęły się z końskiej kitki, którą zrobiła na szybko w samochodzie.
- Otworzy ktoś te drzwi? Nie? Dobrze, ja to zrobię - westchnęła Avril, wyrywając Abby z zamyślenia. Dziewczyna nawet nie zauważyła, że stoi tak w bezruchu z tym nieszczęsnym talerzem w ręce już dobre parę minut, odkąd usłyszała o ucieczce Stylesa. Odetchnęła z ulgą, gdy uświadomiła sobie, że ten Harry w drzwiach to tylko iluzja, którą miała w głowie. " Ciekawe kogo diabli niosą o takie porze?" - pomyślała dziewczyna. - Już idę! Pali się, czy co? - dodała "mamusia" krzykiem idąc do drzwi. Po chwil dołączył do nim Henry, z a narzeczonym podreptała i farbowana brunetka, która miała już dość szamponetek, chciała wrócić do starego koloru, ale mniejsza o to. "Jeszcze ich tu brakowało" pomyślała Rosjanka, gdy zobaczyła, kto ich odwiedził. Jej przyszły szwagier z żoną. "Cudownie, po prostu wspaniale." dopowiedziała w myślach Abigail. Nie dała po sobie poznać ani jednej złej emocji, gdy zapraszała ich do środka z sztucznym jak piersi Pameli Anderson uśmiechem "przyklejonym" do twarzy. Na zewnątrz była oazą spokoju, lecz w środku aż gotowała się z irytacji tą rodzinką. Byli u niej tylko dwie minuta, a ona już miała kompletnie dosyć tego ich "Zjazdu rodziny Adamsów", bo inaczej tego nie zamierzała nazwać.
..............................................................................................................................
Mój profil na Wattpadzie znajdziecie tutaj.
Mam nadzieję, że chociaż troszeczkę się wam podoba 😀😀😀
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz